Książę Albański

Marek Czuku

Książę Albański

Wydawnictwo Biblioteka
Łódź 1991

                             Żegnaj żegnaj
                         Słońce szyjo ścięta
                         [G. Apollinaire, przeł. A. Ważyk]

                         Jesteśmy sami mój cień i ja
                         Zapada noc
                         [P. Reverdy, przeł. J. Hartwig]

Książę Albański

Piękni i radośni – dzieci
Piękni i szczęśliwi – kwiaty
Piękny Manson gra wam na gitarze
Wasze ciała pokrywa kurz
Każdego pojedynczego dźwięku

Równy rytm pulsujący pod czaszkami
Wpełza niczym sputnik na orbitę
Wasz Bóg umarł – nie ma go wśród
Waszych ciał – kłębi się jeszcze jakiś
Skarlały lewak – ale to nie jest
Żaden demiurg – siła sprawcza

To co że Polański się spóźnił
Nasza muzyka przeżyła świat
Nasz Manson śmierdzi na fotelu

*

Kto mi wybaczy – rozlegał się jęk za oknem. Wyjrzałem i zobaczyłem. Obdarty brodacz przypominał ni to Jezusa, ni to hippisa. Wokół niego paru zaciekawionych przechodniów. Brodacz wyjął z kieszeni sznurek i usiłował zawiązać go na szyi. Kilku mężczyzn udaremniło samobójczy zryw. Zamknąłem okno. Położyłem się spać, choć była dopiero piąta. Kto mi wybaczy – to neon. Potem transparenty, okrzyki, przemówienia o takiej samej treści. Chyba trzeba zmienić mieszkanie.

*

Biała matka biały gołąb
Płoną w twoim przerażeniu
Ogień dokonuje katharsis
Ty dokonujesz reszty
Która osiada sadzą na śniegu

*

Uczę się na nowo liter. Nie, żebym postradał zmysły, ale poznałem ostatnio nieskończony poemat znaczeń. A nowe otwiera się na każdy prawdziwy blask. Niosę więc krzyż wielkości naturalnej i oznajmiam wszystkim, że to pralitera. A wiedzieć trzeba o policzkach i czole.

*

Gdy Ciebie straciłem padło stare miasto
Dla Ciebie nie stare bo mieszkasz od zawsze
Tam gdzie równiny nie domy
Tam gdzie lśnią ognie
Pochodnie z ciał gołych
Gdzie stapia się miedź pod dmuchnięciem
Wiatru Gdzie cynik szaleje
Skacząc z parapetu Gdy Ciebie
Straciłem Ciebie odzyskałem
Bo śmierć i narodziny wciąż się przeplatają

*

Śnił mi się poligon. Czołgi, rakiety, karabiny. I skąd się wziął ten czarny jeździec. Na jego skinienie padły miasta z tektury, a żołnierze powrócili do koszar. Młodzieńcze, gdy wrócisz, a pozostanie choć jeden człowiek, zbudź go ze snu, zbudź go z obłędu. Tylko ty.

*

Nie mów o pokoju
Z jednym oknem na świat
Stój na polu minowym
Patrz na wroga

Nie dotykaj
Świat w garści przecież masz
Żadne psy policje
W trybie rozkazującym

Ciebie nie wezmą
Kroplę w garści masz
Od skroni do lędźwi
Zedrzyj z siebie skórę

Aż brąz pokryje obce ciało
W górę wznieś gołą dłoń
Odpadnięte dwa palce
Ułóż w krzyż

Wyczuj delikatne
Tykanie ziemi

*

Mam na głowie świat – mówił jeden. Mam dwa światy – drugi wtórował. Nie męczcie się, mędrcy, o świecie zapomniał już literalny szczur, gryzący ostatnią linę waszego okrętu. Niech świat wam sprzyja.

*

I oto nadszedł dzień. Spłynął błękitem, począwszy od głowy, skończywszy na podziemiach. Czarny młodzieniec liczył nieprzebrane bogactwa tego świata. Dzień służył mu do medytacji. A noc jak noc – gasiła pramaterię gwiazd. Wtedy czuł się księciem.

*

1. Urodziłem się by świadczyć
O tym co nosi ta ziemia
I o nietrwałości wszelkiego jarzma
O bezduszności Stefana Duszana
Cara Serbów i Romajów
O marności ryb płynących
Do sieci prostych rybaków
O tyranii Mahmeda II Zdobywcy
Turka Serba Włocha Austriaka
O waleczności Skanderbega

O wieczności plantacji pomarańczy

2. Z Koranem w ręce Podałem
Skroń pod parzące słońce
Nad Adriatykiem Ja namaszczony
Potem i krwią
Stałem się
Jako lew dziki i wściekły (Lwem
Przeto mnie nazwano)

3. Który przybywasz zza morza
Z tajnym traktatem ugody
Padnij na twarz przed Lwem
Księciem Albańskim Już minarety
Brzęczą ogniem Nie podniesiesz się

4. Mój koń ma pięćdziesiąt nóg
A każdą myje pięćdziesięciu
Niewolników Gdy świtem
Pręży się wierny rumak
Pada cień aż po horyzont
A niebo sprzyja jego
Kłusom Zabroniłem mu tylko
Wstępu do senatu

5. Miast nawiedzać swoje nałożnice
Nocą uczę się języków obcych
Jak przystoi światłemu władcy
W dzisiejszej dobie

Ja stworzony z rękojeści
Damasceńskiej stali
Utkwionej w gardle lwicy

Celuję we francuskim

6. Wrogów odstrasza moje imię
Ale jakiś magnetyzm przysparza
Mi przyjaciół A tylko Paryż
Traktuje mnie lekceważąco
(Nie trwożąc się wcale
O zamki Lyonu)

*

Dlaczego się boisz? Kto ci mąci sen? Jesteś jak pierwiosnek na mrozie. Póki trwasz, zakorzeniony i ugruntowany – nic ci nie grozi. Oprócz ciebie samego.

*

Nie wiem, kiedy pierwszy raz poczułem bicie swojego serca. Nie wiem też, co wtedy czułem. Było to na pewno coś zakrytego kołdrą macicy. I wtedy poczułem.

*

SERCE – wycinek na mapie
Świata Granice nieostre

Migoce wielka lampa Liść
Spada z atlasu Światło
Bije do ciebie Las
Ciemność nie straszna

Anatomia iluminacji

*

SERCE – oko Boga wprawione
W ruch zręcznym ruchem

*

SERCE – pomnik ciszy gwiazd
Nie z kamienia Z ciszy
W ciszę

*

SERCE – Matka płynie
Przez pamięć Potop

Pierwsza jaskółka karmi
Gołębia Jasną Górą pisze

Za morza

*

SERCE – kroczy po brukach
Broczy po mrokach A jeśli
Żebra zewrą miąższ Bruk
Zastuka ciszę Błysk

W mroku

*

SERCE – podróż w za
Światy Plusk budzi
Zdziwienie
A jednak

*

SERCE – Pan na osiołku rysuje
Świty Zaczekaj na gaje
Jabłonne Porusz płaszczyznę
Wody Poczekaj

Aż biel Aż

*

SERCE – suma serc Pomnóż
Przez ręce Oczy wyjdą
Z orbit Gwiazdy
Zbieleją
Oto Słowo
W świat

*

Gdy go zobaczyłem, zacząłem rosnąć w siłę. Czarne jego włosy wirowały w rytm stuknięć kopyt konia. Uwierzyłem, że na świecie tylko on może doścignąć wiatr. To on śpiewał:
Za mną pola Za mną morza
Heja hej Za mną fiordy
Występujcie z granitów a purpura
Niech pokrywa przybrzeżne lasy
Heja hej Ludzie słuchajcie
Mej pieśni Za mną wyjdźcie
Z nor króliki Oczaruję was
Heja hej

*

Mocarstwem jesteś jeśli nie wiesz mówię
A usta krnąbrne łykają kamienie
By słowa w kamienia konsystencję oblec
I twierdzę stawić na miejsce spojrzenia
Na miejsce tego co wisi i straszy
Tabu i basta milczą gole oczy

Mocarstwo rosnąc z drugim się nie brata
Unika gestów radości rozpaczy
Nie słucha głosów co spod ziemi idą
Wykute w spiżu pomne na zaszłości
Jak wielbłąd idzie zdobywać makaty
Które spopieli słońce co nie królem

Jeśli nie wiesz mówię

*

Trzeba dużo samozaparcia, aby dotrzeć do miąższu rzeczy. Trzeba wielu ludzi, aby obraz się poruszył. A na obrazie wcielenie odwiecznej siły i odwagi. Nagi młodzieniec wypoczywający w cieniu swego wierzchowca.

*

Mały krzak goreje Obudź się
Synu Oto chwila której nigdy
Nie zapomnisz Ciężkie cielsko
Lodowca napiera na płonący
Organizm Las wymyka się
Spod kontroli zmysłów Synu
Widmo już blisko Nie oglądaj się
Za siebie Tyś to a nie natura

*

A więc to już pora. Skrzydlate wampiry dawno odleciały. Zwierzęta pobiegły w poszukiwaniu pokarmu. Siedzisz nad ogniskiem i czekasz. On uciekł.

*

Nie przyznawał się do swojego pochodzenia. Wygrażał pięścią urojonym wrogom. Po czym wsiadał na konia i odjeżdżał. Takim go pamiętają najcichsi wśród cichych.

*

To wiatry przeganiają materię
Nie ja
To lasy toczą skały
To wy wszyscy mówicie o mnie
Ja tylko słucham
Jak płynie rzeka

*

Pojawiał się często w snach. Nic nie mówił. Przecinał łąki jak błyskawica. I już go nie było.

*

Niech wstąpi na trony
Z błękitu stworzony
Na czarno ubrany
Wiatrem zaszyty
Ciszą przemyka
Taki jak ty

*

Karmił jelenie i ryby w potokach. Sam jadł niewiele. Mówił bowiem: Jest na świecie porządek. Ktoś je, ktoś karmi. Ja jestem między.

*

Poezja jest wówczas wielką, gdy zapomnisz o walce. Która jest podstawą i jednią. A ty, wpatrzony w obroty ziemi, kręcisz głową – to nie takim mnie wymyślono.

*

Larum grają Na zawsze
Schowałeś głowę w ramiona
Padają ścięte drzewa Pamięć
O królach cię przeraża Na
Zawsze odjechałeś

*

Cześć ci, panie! Nie ogłuchniesz na dalekie odgłosy miasta. Nie zamilkniesz od nadmiaru słów.

*

Oto moja muzyka Wytryska
Spod każdego kamienia który
Nadepnę Jest w niej wycie psa
Do księżyca i szloch najdalszej
Gwiazdy

*

Często we śnie, moim śnie, pojawia się blask. Jakby skalpela czy brzytwy. Moje oczy nie widzą, a ciało traci kontakt ze światem (żywych?). Gwałtowne cięcie, coś spada i znowu promień słońca zza szyby.

*

Wielkie ideologie tracą czas na pojedynki. Z pojedynczym człowiekiem.

*

Ultima ultima ultima
Thule Eden już świta
Nad głową poety Poeta
Wita przyjazne głosy
Ultima ultima ultima…

*

Święty Tomasz z Akwinu, zwany Doktorem Anielskim, gdyby chciał, otworzyłby bramy Raju. Ale już za późno. Jeździec zwany Księciem zatrzasnął ostatnią furtkę za sobą.

*

Piszę do Ciebie, Książę, bo nie wypada mi budzić śpiących. Nie wypada mi mieszać się w sprawy podszyte lasem. Jak Ci to powiedzieć? Boję się!

*

I powiedział Książę
Nie płaczcie wśród
Dzikich królików i os
Albowiem wrócę
Gdy spadnie ostatnia kropla deszczu
I zgaśnie błyskawica

*

Czarny trotuar pokryty był ciałami śpiących. Nad ranem miał tędy przejeżdżać pospolity walec. Na szykującą się rzeź śpiący mieli najważniejszy kontrargument. Sen.

*

Tylko we śnie królowie noszą
Podkute buty i białe pończochy
Tylko wtedy słychać menuety
A wiatry sprzyjają banitom
Tylko we śnie rodzą się
Podszyte mlekiem pomarańcze
Losy ludzi mieszają się
Z zapachami świeżych owoców
Bydło wraca z jatek na pola
A muzyka obsesyjnie trwa
Przy menuecie

*

Liczysz na bogactwo i szczęście. Miej się na baczności. Oto on – ten, którego imię wyryte jest na kamieniach.

*

Wieczna jest natura
Wieczna jest modlitwa
Wieczny jest spokój
Wieczny jest sen
W wieczności nurzam się
Jak w mleku którym nie
Płynie się lekko
Wieczny jest strach
Bożyszcze kosmosu
Siedzące na każdym
Wykrzyczanym słowie
Takim jak wieczność
I telegraf bez drutu
Takim jak ja małych
I dużych
Wieczny jest pomnik
Który zbudowałem
Ja jeździec nie z miedzi
Ja wiatrów fantazja
Ja wieczność mówiąca
Fragmentami z sag
Przypowieść chodząca
Swoimi drogami
Do celu znanego
Tylko mnie
W przebiegłości mojej
W zagubieniu W oddali
W szumie potoku na skałach
W każdym sztandarze
I w gilotynie
W milczeniu W głosach
Wołających z ciemni
Tam gdzie się pojawiam
Tam gwiazdy spadają
Tam płoną pochodnie
Tam wszędzie
Tam wieczność

*

Nie był romantykiem, a klasycyzm traktował mechanicznie. Był bowiem sam pośród pustych dzwonów. Pośród hałasu z ciemności. Był. Wiecznie.

*

Gdzie niebyt stapia się
Z metalem w jedność Tam
Wyrasta strażnica niewzruszona
Jękiem konających i śpiewem
Ptaków Tam siła i klęska
Stamtąd wołam Nie
Bójcie się

*

Gdy znalazł robaka, tłumaczył mu zasady funkcjonowania jego wątłego organizmu. Lubił swoje zajęcie i mówił o nim, że to Mechanika.

*

Nie depczcie błędnych
Obłąkanych starych Nie
Krzyczcie w głuche uszy
Kruszcie głazy raczej
Na drogach Bijcie w dzwony
Może je usłyszę

*

Wiara i kara, czyn i wina – oto to, o czym zapomniał budząc się na pastwisku. Rozejrzał się i pochwalił zwierzęta za ich prostoduszność. Odpłacają mu się podczas jego licznych wędrówek. A on liże rany i chwali.

*

Cegła do cegły Miasto
Wygląda jak strzęp
Ubrania na wysypisku
Strzępi się słońce
W oparach nocy
Tak ty wyglądasz
Gdy nie masz więcej

*

Tomasz Mann lubił popularność. Kochał, spał, myślał. A Naphtę poznał osobiście.

*

Państwo sprzyja każdemu. Kto wyczuje delikatny puls banków i posiedzeń.

*

Licz na wielkich Większych
Od ciebie Większych od siebie
Od zawsze siedzących na szczytach
Licz zawsze na małych Większych
Od ciebie Od siebie Od zawsze

*

Zadawał kłam powszechnie panującym opiniom. A jego wieczne odjazdy stały się przysłowiowe.

*

Kim jestem Skąd przybywam
Nie pytaj
Zanim usłyszysz moją odpowiedź
Już mnie nie będzie
Pozostanie ci własna dusza

*

I wszystkie sprawy tego świata w miłość się obrócą. A nieprzyjaciele zapomną o urazach. Tak nauczał Książę wybierając się w ostatnią swoją podróż.

*

1. Mówił Książę zwany Lwem
O trudach daremnych i
Wiecznych prawach
Słuchał go
Las i niewielka garstka
Ludzi o zatrwożonych twarzach

2. Mówił Książę Albański
Długo lecz powściągliwie
A słowa jego odbijały się
W słońcu

3. Pamiętajcie – gdy odejdę
Na zawsze – ucichnijcie
Jak moje kroki A słowa
Moje niech niosą wiatry

4. Oto co wam zostawiam
Pustą ziemię i głuche
Drzewa Wasza racja
Waszą racją Wasze myśli
Waszymi myślami Wasz
Język Waszym językiem
Moje jest echo które
Zbiorę zanim zgaśnie
Słońce

Powrót

Mówili że umarł
A on żył
Mówili że kłamał
A potoki górskie
I zwierzęta leśne
Żyły

*

Pożegnałem się już dawno z jego myślą. Nikt ani nic mnie nie kontroluje. Moim mistrzem stał się Epikur. Pragnę tylko, aby ten, który podawał się za Księcia, zapłakał raz nad moim grobem.

*

Jestem śmiercią W nocy
Pracuję Jestem twoją twarzą
Bo pragnienia twoje
Wniwecz się obrócą
A dom twój spłonie
Zanim się obejrzysz
Jestem twoim odbiciem
Na tysiąc sposobów
Na stracenie Bez łaski
Oskarżam i miażdżę

*

Brakowało go jako części krajobrazu. Jako płodnej i radosnej eksplozji. A on czekał.

*

Gdy spałem, zerwał się wiatr. Tajfun walący najtrwalsze pomniki. Poczułem głód i tęsknotę.

*

Gdy wiatr szaleje i kończy się
Ziemia Ty chcesz uciekać
W księżyce Poczekaj trochę
Aż gruz opadnie Poczekaj

*

Ezra Pound uwierzył w Chiny. Ale i tak źle skończył.

*

Ktoś ty Co niesiesz
Czemu milczysz
Jestem tym
O kim zapomniałeś

*

I powrócił Książę w ulubione przez siebie miejsca. Powitał go pomruk morza bijącego w skały.

*

1. Witajcie którzyście ocaleli
Radujcie się i tańczcie
Otom ja o którym
Zapomniał czas

2. Upominam się o moje
Pola i zwierzęta
Upominam się o was
Wbrew waszej woli

3. I padli na twarze starcy
Prosząc o wybaczenie
A kobiety płakały
Niosąc naręcza owoców

4. Nie chcę waszej pokory
Pragnę być jako proch
Osiadający na waszych
Stopach

5. Jestem z wami
I trwać będę
Przy was Na
Przekór śmierci

*

precz śmierci od nas aż do przesilenia
świtają romby ludzkiej krwi zakrzepłej
migocą skrzela ryby postrzelonej
palą się znicze na wietrze zachodnim
twarze już bledną jak piszczele błyszczą
czaszki turlają się po Drodze Mlecznej
walą się w gruzy pomniki i kraty
liście śpiewają oratorium katom
władcy chowają ręce przed gawiedzią
precz śmierci od nas aż do przesilenia

malujesz kwiaty na stłuczonych wazach
liczysz bogactwo milionem beznadziej
tulisz kochanków w ich zakłopotanie
karmisz robaki wszystkimi zmysłami

gdy twoje oczy dziurawią me ciało
i lepią dziegciem pokruszone zęby
mówię trzewiami kopię dół ucinam
wiszące mięso z drzew które goreją

w jasności słów jest nasze ocalenie
spowiedź modlitwa i wniebowstąpienie
więc pluję końcem który był początkiem
precz śmierci od nas aż do przesilenia

*

Zanim się ukazał, zamarły odgłosy w dalekich górach. Jego zwolennicy zbierali siły, a wrogowie szykowali oręż.

*

Chcieliście ciszy – mówił jednym. Chcieliście krwi – mówił innym. A ja płynę rzekami i was nie odróżniam.

*

Krew płynie z boku
Na pamiątkę i w zamian
Krew suszy łzy i morza
Nie patrzcie tam bo przed wami
Życie wyłania się z nicości

*

Rozeszła się wieść o jego powrocie po wszystkich krańcach świata. Który poznał i ukochał. Jak przystało na księcia.

*

Rzucam wyzwanie każdemu
Kto straci władzę nad sobą
Kto w ciszy krzyczy
Wśród swoich udaje
Wśród obcych straszy
Rzucam pod nogi
Moje bogactwa
Zaszczyty i sławę
Bo to czym jestem
I po co wróciłem
Jest życiem

*

Chodził tam, gdzie nie trafiło słońce. Gasił świece i budował dom. Odtąd przylgnął do niego przydomek Budowniczy.

*

Nie traćcie mowy
Gdy noce i mgły
Nie traćcie ducha
Dałem wam siebie
I swoje słowa
Nie śpijcie

*

Gdy zachorował, nieśli mu dzbany wina i tłuste ryby. Kochał ich przedtem.

*

Chcę jeszcze oddech przed śmiercią napisać
By powietrze paliło moje serce
By wiatr policzył moje myśli
By noc raziła nieobliczalnością dnia
A niewiadoma stała się kamieniem

Chcę jeszcze
Oddechu pełności
Poświadczonego wielością
Oddechu ciszy
Przywołanej Słowem
Oddechu
Który składa płuca
W modlitwę
Oddechu
W ciało moje
I w krew moją
Chcę jeszcze
Słowa układać
Przemienić zdanie
W człowieka
Litery w błyski
Ziemię w płód
Przesypać

Chcę jeszcze oddech przed śmiercią napisać
Życie

*

Wiara góry przenosi. Ale ich wysokość nie jest jej probierzem.

*

Każdy nowo narodzony jest świadomy. A z czasem wiele zapomina.

*

Umierał na tysiąc sposobów
Pojawiał się i znikał
Aż ujrzał światło
Z cudzego domu
I został

*

Prawa natury i słowa Księcia stopiły się w jednolitą całość. Każdy, kto to widział, był zakłopotany.

*

Czy z góry Czy z dołu
Wszyscy patrzą na jedno
I nie wie nikt czym są
Te wiatry Te ptaki Ogień

*

Każdy mógł poczuć drżenie jego ręki, gdy leczył potrzebujących. Ale nikt nie zauważył, jak wypala się jego serce.

*

SERCE – Początek i koniec
Szum wiatru w nocy
I postrzelony gołąb
Wołanie w gęstwie
I płacz tuż obok
Pełnia i nicość

*

SERCE – Złamana włócznia
Potok ze skały
Która opoką

*

SERCE – Stos podpalony
Znikły wędrowiec
Twoje ja
Odchodzące
W jutro

*

Przyzwyczajony do zbytku jak i prostoty miał za nic przenikające go zimno stali i ogień stosu. Wiedział bowiem, że dawno już powiedziano wszystko o pokusie i udręce. Nieznajomych witał słowami we wszystkich językach. W taki sposób okazywał im szacunek i dystans.

*

Czekasz na wybuch
O szarej porze
Stoisz i milczysz
Nad czasem
A tuż przed tobą
Świta codzienność
Ubrana w błyski
I zorze

*

Alain Robbe-Grillet napastował mieszczucha. Herman Hesse robił to samo przed wojną. Obaj stracili wiarę we wczesnej młodości.

*

Uwierzyłeś w śmierć
Twój totem i tabu
Przewracasz krzyże
Plądrujesz groby
W imię swojego strachu

Osiądź spokojnie
Na obcym tronie
Przypisz mu cechy ołtarza
I zakop złoto
Wraz z swoim trupem
Aż wzejdziesz

*

Nasza cywilizacja. Dobra, stateczna matka. I wyrodna matkobójczyni.

*

Zwą mnie stal
Zwą mnie stress
Zwą mnie bez tchu
I umiaru A ja
Wyrastam Przez okna
Gnam Na stos

*

And death shall have no dominion

*

Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi.

*

Wśród chorych około 60% cierpi z powodu bólu.

*

Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

*

I pojmali Księcia, gdy opiekował się rannym zwierzęciem.
I zakuli go w kajdany.
I złorzeczyli mu, bili go, ubliżali mu.
I nikt się za nim nie ujął.
I postawili go przed sądem.
I krzywoprzysięgali, osądzili go.
I zamknęli go w ciemnicy o chlebie i wodzie.
I pewnego ranka wywlekli go na dziedziniec.
I powiesili go.

*

Dead men naked they shall be one
With the man in the wind and the west moon

*

I powiały wiatry. A ciało Księcia błyszczało w słońcu. Był to dzień pospolity, acz jedyny. Złożyli ciało Księcia do dołu i zasypali wapnem i popiołem.

*

Gdy skalpel przebija cię w łonie
Lub kula szarpie ci czaszkę
Nie będziesz sam Nigdy
Nie opuści ciebie twój wróg
A ręce zanim mu odpadną
Władać będą ogniem I żądze
Go spalą w jego domu I wstanie
Jakby ze snu I wróci do ciebie
Odkopie twój grób Z dołu
Ciebie wydobędzie I wybaczysz mu
Jak Bóg

*

Gdy ludzie dowiedzieli się o śmierci Księcia, zwątpili w jego nauki. Mówili: Jakże ten człowiek mógł walczyć ze śmiercią, skoro jej uległ. Niektórzy brali go za Boga, ale tak nie było.

*

Nie podnoś głosu ani ręki
Na stojącego obok On twoje
Czyny przewidział wcześniej
I stoi koło ciebie

*

potem
przyjdą z łańcuchami
śpiewając hymny
umarłemu domowi

potem
wpuścisz strzęp
żywego światła

potem
założą ci maskę
przeciwironiczną
jak zwykle śpiewając

potem
nie będziesz widział
jak światło
zrywa się
z łańcucha

*

Pewnego dnia straż więzienna poczuła swąd dymu, dochodzący z dziedzińca. Po dole, w którym pochowano Księcia, pełgały ognie. Następnie małe ogniki przerodziły się w wielką pochodnię. Spłonął dziedziniec wraz z więzieniem. Powstał stos płonący wiecznym ogniem.

*

Giordano Bruno, Jan Hus i wielu innych spalonych na stosie pojawiło się w dymie otulającym teraz całą Ziemię.

*

Kręci się Ziemia
W rytm stuknięć serca
Każdego kto zmarł za życia

Bo śmierć nigdy
Nie wzejdzie ponad
Głowy opadłe
Spalone ręce

I nawet znicze
Nie zgaszą klęski
Którą ponosi ciemność

Świadectwo temu
Może dać każdy
Kto choć raz zmarł
I powstał

*

to ja
kolosalny twór
wertuję kroniki
wypadków historycznych
kłamstw

to ja
nie podporządkowałem się
olimpijskim
bogom
nie przekroczyłem
słupów Heraklesa
nie mnie
Rembrandt
Mozart
sławili

fundamenty
mojego pomnika
to chlor
kwas pruski
zagubione gdzieś
w Sybirze
utopione w Atlantyku
zasilanym
czarnym atramentem
niewypowiedzianego słowa

to moje
UMIE-
ciemne wcielenie
demonów
ludzi natchnionych
z twarzami bogów
bogom wydzielających krew

to moje
UMIEJĘTNE
unikanie spotkań
z Niewiadomym
słowem
które Słowem
NIGDY nie było

to moje
ratunkowe Credo
w zwolnionym tempie
replay czyli nie zaczynaj
NICZEGO
od końca

to UMIE-
więc wie
jaka droga
w głąb
zakreśli drugie
koło
nad CHAOSEM

to UMIE-
RANIE
1986-1988

Spis treści

Książę Albański