Daniela Ewa Zajączkowska – Kiedyś, gdy zbuduję swój dom

Daniela Ewa Zajączkowska

Kiedyś, gdy zbuduję swój dom

Wybór wierszy Marka Czuku pt. Którego nie napiszę podzielony jest na osiem części, które różnią się formą i tematem. Wyrafinowanie, prostota, emfaza, ironia, surrealistyczne groteskowe obrazy i lapidarne spostrzeżenia tworzą mimo to spójną całość. Łączenie różnych stylów i przetwarzanie ich w poetyckiej wizji nadaje książce niepowtarzalną tonację.

Tom otwiera proza poetycka, bohaterem której jest Iks, broniący własnej indywidualności i tożsamości przed unifikacją. Autor w krótkich scenkach, posługując się nierealistycznymi, groteskowymi opisami, nakreślił egzystencjalną sytuację buntownika. Iks (w odróżnieniu od bohatera Procesu Franza Kafki) wie, co jest jego winą, rozumie daremność własnych poczynań. Przyjmuje jednak postawę buntownika, gdyż ciśnienie rzeczywistości jest nie do wytrzymania. Odmowa uczestnictwa w uschematyzowanym społeczeństwie skazuje na porażkę. Od systemu można uciec tylko w alienację i obłęd. Cierpienie to koszt wolności, wolności ułudnej. Jednostka wyalienowana i chora nie może się obronić przed manipulacją i zostaje ostatecznie ubezwłasnowolniona.

Wiele się zmieniło. Iks pozuje, nauczył się. Kropka w dowodzie poczytalności.

Sprzeciw wobec tak pojmowanej normalności, niechęć do stereotypu przewija się przez cały zbiór.

W części drugiej podmiot lityczny rozważa zachodzące w nim przemiany. Przyznaje się do gier, które sobie narzucił, w które się uwikłał. Zastanawia się, z jakich pragnień zrezygnował.

Chciałem wydobyć ciszę
z miejskiego powietrza,
pozostawić ślad inny
niż linii papilarnych,
odczytać historię wspak i wszerz.
Nie potrafiłem
.

Czy granica świadomych i mimowolnych kompromisów jest określona i czy można ją przekraczać? Czy chcąc zachować niezależność i wrażliwość, trzeba narażać się na wyobcowanie i odrzucenie?

Moja istotność jest poddawana
ciągłym próbom ognia i wody.
Moja stabilność wisi na włosku
pod toporem.

Jestem i będę wam wokół
skaczącego po ulicy serca
.

W trzeciej części rzeczywistości jawy i snu uzupełniają się. Sen jest zwierciadłem, w którym przegląda się umysł, i jako temat pozwala na wiele. Poeta skorzystał z tej możliwości, przedstawiając ukryte pragnienia i lęki wybranych osób. Jest sen matki i sen żołnierza, sen chorego i sen więźnia, sen poety…

Tylko we śnie rodzą się
podszyte mlekiem pomarańcze,
losy ludzi mieszają się
z zapachami świeżych owoców,
bydło wraca z jatek na pola,
a muzyka obsesyjnie trwa
przy menuecie
.

W snach i mitach istnieje najpełniej to, co archetypowe. Mit, sen zbiorowości odzwierciedla i kształtuje nasze życie. Autor, odwołując się do nadrealnego, nawiązuje do tej myśli.

Kolejna część tomu opowiada o miłości. Opisanie złożoności i wagi zjawiska wydaje się autorowi niemożliwe, ale konieczne. Zrozumieć magię i zwyczajność miłości, pozytywne i destrukcyjne oddziaływanie, jej przemiany w czasie, to sięgnąć do najważniejszych tajemnic ludzkiego życia.

Powstałaś chyba z wody i morskiej piany,
gdy czas rozszczepiał piasek.

Zastałem cię z mokrą twarzą,
na której bielała natura.

Czaił się w tobie skowyt
witający i żegnający nieznane.

Wzrosłaś w olimpijskim pojednaniu,
między słońcem a księżycem.

Nasze chwile pokornieją,
gdy wymieniamy się milczeniem ciał
.

W piątej części autor pisze o śmierci, którą pojmuje jako apokalipsę jednostki. W jej obliczu życie nabiera cech heroicznych. Najbardziej dramatycznie wypowiada to w utworze poświęconym pamięci Dylana Thomasa.

Gdy twoje oczy dziurawią me ciało
i lepią dziegciem pokruszone zęby,
mówię trzewiami, kopię dół, ucinam
wiszące mięso z drzew, które goreją.

W jasności słów jest nasze ocalenie,
spowiedź, modlitwa i wniebowstąpienie.
Więc pluję końcem, który był początkiem:
Precz śmierci od nas aż do przesilenia!

W utworze tym jest również wiara w akt twórczy jako najpiękniejsze zaprzeczenie śmierci. Przy lekturze wierszy-epitafiów przenika nas podobne przeświadczenie.
Forma epitafium opisuje zwięźle czyjś los, ale czy można wyczerpująco opisać w kilku słowach czyjeś istnienie? Im zwyklejsze, tym trudniej je opowiedzieć. Schemat zakrywa prawdę.

Jego ciało wypełniały dni:
Pierwszy – okruchy na stole,
drugi – ta ruda z pociągu,
trzeci, czwarty – nie różniące się od nocy.
Dzień, kiedy poczuł, że ma mięśnie.
Wesela, pogrzeby, chrzciny
i nowy telewizor za sześć tysięcy.

To naprawdę nie nadaje się na nekrolog.

Apokalipsa, jak przekonuje autor w następnej części, to także efektowny finał teatru absurdu cywilizacji.

Za oknem rewolucja
przesuwa meble
i inne rekwizyty
niezwykle potrzebne
przy kolacji.

Pan w szumie skrzydeł
w sojuszu z lokajem
w niebieskiej liberii
popłakuje deszczem
radioaktywnym.

A na ziemi pokój ludziom,
zwierzętom w żłoby dano
i kolacja stygnie.

Deformacji ulegają surrealistyczne wizje, komentarz staje się ironiczny. Nie potrafimy znaleźć dróg ratunku, bo ich nie szukamy. Utrwalamy rytuały codzienności.

W części siódmej mowa staje się narzędziem walki. Niebezpieczeństwo tkwi w naturze wypowiadającego się i w formie wypowiedzi. W strukturze języka. W składni wiersza.

Używam kiedyś –
kiedyś w przestrzeni.
Kiedyś ja zamiast ty.
Kiedyś ty zamiast my.
Kiedyś my zamiast ludzie.

Czymkolwiek więc jest wolność, podlega ograniczeniom. Być może im więcej słów, tym więcej pułapek. Być może trzeba mówić mniej, aby powiedzieć więcej.

W ostatniej części zbioru wiersze stają się jeszcze bardziej lakoniczne. Ujmują prostotą, bywają dowcipne, zaskakują skojarzeniami.

Kiedyś, gdy zbuduję swój dom,
otworzę wszystkie okna.
Jeśli zasłużą na to.

Większość utworów zamieszczonych w tomie powstała w latach osiemdziesiątych. Niektóre mają podwójną datę; dokończone zostały po osiemdziesiątym dziewiątym roku. Zapewne klimat politycznego zakłamania odcisnął piętno na wymowie wierszy. Mają one jednak uniwersalne znaczenie i są czymś więcej niż obrazem czasu, w którym powstały. Problemy poruszane w nich dotyczą bowiem każdej epoki i systemu. Wolność i odpowiedzialność nie istnieją osobno, a świadome podejmowanie decyzji nie oddziela od podświadomości.
Szósty z kolei tom Marka Czuku dowodzi, że poetę nadal nurtują ważkie pytania i że pozostaje czuły na problematykę egzystencjalną i społeczną, a prawda o człowieku i świecie jest dla niego najważniejsza.

Marek Czuku, Którego nie napiszę, Fundacja ANIMA, Tygiel Kultury, Łódź 2003.

[Fraza nr 3 (49) / 2005, s. 266-268]