Kiedyś w przestrzeni

Lidia Irena Węglarz

Kiedyś w przestrzeni

Używam kiedyś – / kiedyś w przestrzeni.
/
(…) / Kiedyś zamiast teraz.
[Wypadek ze składni]

 

O co mu właściwie chodzi? Czego on właściwie chce? Co jest nicią przewodnią twórczości tego poety? Myślałam, przewracając po raz kolejny kartki tomiku. Po raz kolejny. Aż odkryłam: może chodzi właśnie o to?
Poetycki świat Marka Czuku zdaje się składać z pojęć. Pojęcia zdają się nie mieć ze sobą związku, istnieją jako słowa, którymi autor raczej się bawi niż określa rzeczywistość, jednoznacznie subiektywną w interpretacji. Ta zabawa przypomina sen. Pojedyncze obrazy, ukazujące się nagle, niemal bez przyczyny, bez wpływu na jakość i bieg całości. Całość zdaje się być obojętna wobec ich istnienia, dziania się. To zakrawa na cynizm. Cynizm świata wobec jednostki. Ta jednostka – to niewątpliwie sam autor, ale jakby przemawiający nie tylko we własnym imieniu. Może właśnie dlatego, że całe jego mówienie to nieustanne mówienie o sobie. Świat dzieje się niejako samoistnie i niezależnie od „ja” mówiącego. To rodzi bunt. Oto jestem, patrzę, rejestruję, działam – zdaje się mówić. Oto mam swój własny sen: Tylko we śnie rodzą się / podszyte mlekiem pomarańcze, / losy ludzi mieszają się / z zapachami świeżych owoców… [*** (Tylko we śnie królowie noszą…)]. Otwiera się intymna przestrzeń lirycznego podmiotu, poczucie tożsamości: Jestem jak dawniej – / …jednym ze wszystkich pojedynczych / chodzących po chodnikach historii… i dalej: …Piszę. Boli mnie każde słowo / wydobyte z kamieniołomu milczenia [Jestem].
Owo pisanie-mówienie jest niejako w imieniu tych wszystkich pojedynczych, którzy tego nie umieją zrobić: Bezbarwny świat opuszczał go, / bo nie potrafił nadać mu wyrazu… [To go zaskoczyło]. A jest ważne, bo to akt kreacji, wyciskanie swojego piętna na obliczu niezrozumiałego i nieczułego świata. To akt nadziei: Jestem, abym żywił nadzieję, / choć wokół wióry lecą… [Obcy]. Nadzieja jest więc niejako obowiązkiem, bo to ona pomaga żyć. Dlatego też, choć to …noc jest narkotykiem… [Tylko we śnie], trzeba być obecnym w życiu świata – i w jego śmierciach. W jego ciemnościach i zmaganiach, w pełni jego materii. A potem określać go – jednoznacznie i czytelnie – określając tak siebie. Wyzwalając się tak – od tego, co niejednoznaczne, nieczytelne, ciążące, bolesne: …W jasności słów jest nasze ocalenie, / spowiedź, modlitwa i wniebowstąpienie [Precz śmierci od nas aż do przesilenia]. Wyzwalając się tak od drapieżności świata, od własnego wobec niego strachu. Wyzwolenie to wolność. Ale pokonanie strachu jeszcze nią nie jest: Pokonałeś strach. / Pokonaj teraz pewność [Nie ma strachu]. Bo wolność to coś więcej, znacznie więcej. Ale co? Zamilkłem nad przepaścią / mojej nikłej wiedzy… / …Biały gołąbek – mówisz. / Nie kłam. To tylko spadek… [Koty i gołębie].
Tak rodzi się wątpliwość. Kolejny szczebel na drabinie do rozumienia, co to jest wolność. Może to pokonanie śmierci, istnienie w nieistnieniu: Tyle go, a nie ma pod stopami ziemi. / Wiruje w kroplach deszczu. / Śpiewa obcymi ustami [Tyle go]? I trwa tak to odkrywanie przez wątpienie, przez nazywanie, aż staje się jasne, że Ona zaczyna się i nigdy nie kończy, / stawia na baczność i chyli do ziemi, / czasem poluje i straszy nocami. / ….Wolność zaczyna się od pierwszego słowa [Wolność zaczyna się od pierwszego słowa]. Kiedy jest to już wiadomym w odniesieniu do siebie, można oznajmić każdemu: Mocarstwem jesteś – jeśli nie wiesz, mówię[Mocarstwem jesteś]. Moja możność – to także twoja możność – zdaje się mówić poeta. Widzenie świata staje się zupełnie inne. Widzenie swojej roli w nim i swojego istnienia także. Teraz świat to nie „ja” i „oni”, lecz „my”. A my Mijamy się, błądzimy. / Gubimy kawałki życia. / Tracimy wszystkie trzy czasy. / Spalamy się, niszczymy… / …Błogosławiony każdy dobry człowiek [Świat jest brudny]. Więc wolność to być może – świadomość? Czyż to nie ona staje się źródłem niecodziennego wyznania wiary: Bo ja wierzę w cud. / Cud, że tu jestem / przejazdem w galaktyczne / jutro [Zaburzenia widzenia].
I na nic zda się lakoniczność strofy, syntetyczność obrazu. Teraz, kiedy tak wiele zobaczone, powiedziane, słowa mają swój wymiar i swoją precyzję. Można z nimi robić, co się chce. Jeśli się wie, czego się chce. A Marek Czuku zdaje się wiedzieć.

Marek Czuku, Którego nie napiszę, Wyd. Tygiel Kultury, Łódź 2003.

[Ulotna Przestrzeń nr 5 (23) / 2005, s. 8-9]