Wojciech Ligęza – Na brzegu widoczności

Wojciech Ligęza

Na brzegu widoczności

Rozmaitość jest domeną doświadczenia literackiego Marka Czuku. Poeta próbuje różnych stylów, konfrontuje ze sobą rozmaite dykcje. Wyobraźnia nadrealna spotyka się tutaj z rzeczowymi zapisami, przeciwwagą pojemnych metafor są liryczne narracje, kunsztowne gry konceptów znajdują dopełnienie w języku potocznym, a na drugim biegunie pochwały wielorakiego istnienia odnajdziemy ironię, szyderstwo, kpinę. Zauważyć wypadnie awangardową kondensację sensów, jak w liryce urbanistycznej XX w. rytm symultanicznych zdarzeń, ślady wizyjnego katastrofizmu, inkrustacje wzięte jakby z poezji lingwistycznej, bunt przeciwko urządzeniu świata w wymiarze egzystencjalnym i społecznym oraz ustanawianie jednostkowej wolności, które odczytywać można jako spadek po nowej fali.
Jeśli powiemy, że w wierszach Marka Czuku pojawia się, nieco nawet eklektycznie ułożony, wachlarz odwołań literackich, to opisane zostanie jedynie powierzchniowe wrażenie z lektury. O oryginalności tych wypowiedzi świadczy bowiem swoista poematowa konstrukcja lirycznego wielogłosu, w którym autokreacja mówiącego „ja” – wrażliwość, wyobraźnia, władze postrzegania oraz narzędzia intelektu – podporządkowane zostają prawdzie o miejscu jednostki w obcym świecie. Brak złudzeń nie wyklucza czułego uczestnictwa, diagnoza w ciemnych barwach równoważona jest przez zachwyt i świeżość spojrzenia. Do najważniejszych tematów Marka Czuku należą granice, wędrówka, mowa miejsc, zmieszanie języków, nieprzynależność, obcość oraz budowanie nadziei. Każde z tych słów kluczowych powiększa zakres znaczeń, wikła się w rozmaite konteksty, napotyka antytezy. I tak na przykład bariery oraz szlabany polityczne, etniczne, kulturowe uruchamiają inny szereg sensów, takich jak granice jednostkowej wolności czy granice poznawania i poetyckiego wyrażania. W brzydkim mieście można odnaleźć prywatny azyl, a piękniejsze miasta obce pozostaną na zawsze Arkadią, w której nie da się zamieszkać. Wyrzucenie z czasoprzestrzeni – nie tylko służy skargom i obnaża bolesne warstwy pamięci, ale także pozwala studiować fenomen emigracji, stwarza możliwość namysłu nad pożytkami podróży.
Debiutancki tom Czuku W naszym azylu (1989) ukazał się jeszcze w podziemnym Wydawnictwie Przedświt. Nasilenie obrazów katastroficznych, rany duchowe, obrazy przemocy i opisy beznadziejnej miazgi czasu, które przynależą do tamtej epoki poetyckiej, posiadają kontrapunkty w postaci małego prywatnego szczęścia. Bronią bezbronnego poety jest tu również ironiczny koncept. W tych wierszach od samego początku scenerią lirycznych akcji jest wielkie miasto. Mówiąc w największym skrócie: uchodzący z Sodomy przechowuje w sobie mit nowego Jeruzalem. Następne trzy zbiory opublikowane zostały w łódzkiej serii Wydawnictwa Biblioteka. Przy okazji warto wygłosić pochwałę tej oficyny i ukazujących się tam gustownych książek, opracowanych z wyraźnym umiłowaniem artystycznego słowa.
Zbiór Marka Czuku Książę Albański (1991) cenię szczególnie. Ta próba złożona z dwóch komentujących się nawzajem, „symetrycznych” poematów dzieje cierpienia, banicji, powrotu i umierania wpisuje w język solenny świętych ksiąg, wznawia reguły mitycznych opowieści o bohaterach, wypełniona jest aurą oniryzmu. Wątki autobiograficzne ulegają uniwersalizacji. Demony przemocy i strachu muszą zostać ujarzmione, a testament Księcia (władcy, umęczonego proroka) – podjęty. Poeta to ten, który idzie po śladach, uważnie przyglądając się poprzednikom. Poematy Czuku zaopatrzone zostały w aforystyczne komentarze, epigrafy, notatki. Można by o tych wypisach powiedzieć: literackie przygody w jednym zdaniu.
W tomie Jak kropla deszczu (1998), zawierającym głównie utwory z lat osiemdziesiątych, skala poszukiwań poszerza się w inną jeszcze stronę. Integralne piękno (dzieł malarskich i sztuki słowa), sferę bezpiecznej prywatności oraz niepokornego szyderstwa Czuku przeciwstawia działaniu zła, rozpadu, amorfii. Liczą się tu przede wszystkim etyczne zobowiązania słowa i pamięć zaangażowana w sprawy sprawiedliwych i przegranych. Wolność i wiara to dwie strony tej samej postawy. Państwo wewnętrzne człowieka nie kapituluje przed nieokrzesanym żywiołem przemocy. Skala gatunków wypowiedzi jest dość szeroka: poeta panuje nad formą lapidarną, skondensowaną, ale także sięga po (może zbyt rozlewne) sprozaizowane przypowieści.
Omawiany obecnie czwarty tom wierszy Ziemia otwarta do połowy (2000) nie zmienia radykalnie punktów na wytyczonej mapie artystycznych preferencji. Zamiar kontynuowania doświadczeń zostaje zaznaczony wprost, gdyż pojedyncze wiersze z poprzednich tomów (Gdziekolwiek pójdę, Burzenie Bastylii, W naszych przytulnych mieszkaniach oraz Widok z okna) Marek Czuku umieścił w skomponowanych na nowo cyklach. Repertuar motywów, takich jak miasto, wędrówka, obcość i obce piękno, został zachowany, dołączyły jednakże poetyckie analizy patrzenia i postrzegania, a także namysł nad poznającą świadomością, nad tym, w jaki sposób zmieniająca się podczas wędrówki przestrzeń odkształca świadomość osoby.
Zbiór Ziemia otwarta do połowy rozpoczyna się od hymniczno-ekstatycznej pieśni, od zapisu marzenia o krainach pięknych, czystych i pierwotnych. Jednak obrazy ładu natury mąci od razu konkret. Rzeczywistość nie wytrzymuje takich projekcji. W cyklu Szwecja poeta podejmuje znany psychologom i artystom problem, jak sprostać wyobraźnią czemuś nowemu. Opis chłonięcia wrażeń i zapatrzenia ukazuje jednocześnie rozbicie podmiotu, gdyż podróżujący to człowiek o zakłóconej psyche: wychylony ku nieznanemu i zarazem skupiony na samym sobie. Roztacza się przed nim koloseum widoczności, które za moment ulegnie utracie. Ograniczenia percepcji zmiotą obiecane bogactwo, reszty zniszczenia dokona niedoskonała pamięć. Niewiele zostanie zatrzymane, jakieś tylko okruchy świata staną się naszą własnością. Może nikły ślad obecności zostanie zapisany w krajobrazie. Na rozproszenie trzeba się zgodzić, przystać na swój niepewny status. Jak to ujmuje Marek Czuku: Cała prawda o zagubieniu / to nagroda dla hojnych. Patrzenie jest półświadome. Nie wiemy, na ile panuje nad nami pejzaż, na ile zaś pozostajemy władcami wrażeń. Elementy postrzegane mieszają się z fascynacją i równocześnie – ze sceptycznym smutkiem: Mnie szum na przystani / mnie przystań nad wątpieniem.
Zdawałoby się, że o samotności, jaka jest dana współczesnym emigrantom, niewiele można już powiedzieć, wszelako Marek Czuku w poematowej Emigracji znajduje sposoby wyrazu całkowicie własne. Zwraca tu uwagę konsekwentna konstrukcja lirycznej opowieści. Przestrzeń „wielkich miast” poznawana jest koncentrycznie: od peryferii do centrum. Jednak w owym stopniowym przyswajaniu nie przemówi genius loci. Miasto-moloch, znane z antyurbanistycznej literatury, nigdy nie będzie dla wędrowca przyjazne. Z darem poznania nic nie mają wspólnego zimne, sztuczne światła obcych miast. Jak pisze Czuku: Światła ulic niepostrzeżenie kradły iluzje. Niedosyt i rozproszenie będą tu panować przemożnie. Niejasną tożsamość potęguje nieprzejrzysta przestrzeń. Ale również obcy jest niemową, niezrozumiały język wyklucza go bowiem ze wspólnoty. Mówiący jest emigrantem na próbę. Poprzez doświadczenie wygnania stara się dotrzeć do tajemnic egzystencji, a wędrówka przekształca się w poszukiwanie Boga w trywiach miasta.
Wygnanie powinno zostać przezwyciężone. Temu celowi służą uniwersalizacja (z dystansu czasoprzestrzennego lepiej można osądzić swój naród i zobaczyć samego siebie), empatia (Moja twarz przybrała wyraz murzyńskiej maski) oraz budowanie prywatnego kosmosu – pamięć o bliskich i cierpliwa rekonstrukcja domu. Temat jest kontynuowany w kolejnych cyklachHalucynacje oraz Wyspy szczęścia. Przeszłość naznacza ludzkie życie nieszczęściem, a powikłania historii kwestionują naszą tożsamość (Sen emigranta), w rozumieniu miejsca na ziemi nieprzydatne będą znaki kultury (Nic – dosłownie nic), mit Arkadii to piękne złudzenie, oprócz realnych granic ludzi oddziela psychiczny mur powietrza (Nie pojadę do Sztokholmu). Nie znajdziemy oparcia w rzeczach (Nie myśl), a zapis poetycki też nie pozostawi wiernego świadectwa (I tylko deszcz).
W omawianej poezji podstawowy konflikt zachodzi pomiędzy złym światem a złotym ludzkim sercem. Nadzieja rozwija się w skrajnie niekorzystnych warunkach. Etyczny maksymalizm, a także poznawcze nienasycenie napotykają na podstępnie działające zło oraz zimną obojętność. Dla wędrowca Marka Czuku wciąż jeszcze ziemia pozostaje otwarta do połowy.

Marek Czuku, Ziemia otwarta do połowy, Wydawnictwo biblioteka, Łódź 2000.

[Nowe Książki nr 6 (988) / 2001, s. 50-51]