Posłowie do Innego wyboru wierszy

Piotr Wiktor Lorkowski

Posłowie

1. Inny wybór. Nie autorski, jak zdarza się najczęściej, a czytelniczy, dokonany z drugiej strony wiersza. Wiersza, który nawet najbardziej dociekliwemu czytelnikowi nie zdradzi swych początków i dziejów, a który z tego właśnie powodu jest i mówi w ciągłym Teraz. A konfrontując ze sobą autora i czytelnika, ewokuje całkiem inne niźli zamierzone przez swego twórcę sensy i sam staje się inny.
Tyle moich tłumaczeń się z tytułu. Przyjmując je (albo nie), spytacie pewnie: co skłoniło mnie, bym chłodną wiosną i deszczowym latem roku 2004 przewertował kilka ogłoszonych drukiem książek łódzkiego poety. Bo przecież nie tylko przyjaźń dla tych wierszy oraz ich Autora. Ale także to, że umożliwiają nam wgląd w proces rozwojowy języka polskiej poezji, odsłaniają przed nami jej doświadczenia, przypominają o danych jej, i wykorzystanych na ogół owocnie, szansach, wskazują na jej fascynacje. Nie bez powodu piszę tu o procesie. To, co jeszcze dziesięć lat temu wydawało się przełomem i wstrząsem, a mam na myśli gwałtowne przewartościowanie dykcji i estetyk przez generację okołobrulionową, z dzisiejszej perspektywy nasuwa podejrzenia, że to był tylko etap, fragment, wycinek większej całości, absorbujący uwagę krytyki tak dalece, że nazbyt pochopnie pominęła cały szereg nazwisk, poetyk i świato-widzeń, którym dzisiaj wypada oddać sprawiedliwość. Zaprezentowane w niniejszym tomie wiersze mieszczą się właśnie w tej cienistej strefie.

2. Używając poręcznej formuły Adama Zagajewskiego, można powiedzieć, że w debiutanckiej dla Marka Czuku ósmej dekadzie jego poezja, wsłuchana wtedy w ducha czasu, starała się wybierać solidarność. Tyle że czyniła to na swój osobny sposób. (Z początku zresztą owa solidarność zdaje się tu antidotum na samotność). Zaczynała więc swą drogę tam, gdzie wyczerpywały się już stylistyki i koncepty Nowej Prywatności. Choć powiedzieć trzeba, że tej właśnie formacji wcześniejsze wiersze łódzkiego poety zawdzięczają naprawdę wiele. Widać to najlepiej w chwilach, gdy poeta podejmuje grę abstrakcyjnymi, trochę jakby wręcz ekspresjonistycznymi, obrazami, symbolami, metaforami, budując swój wiersz niejako obok empirycznej rzeczywistości. Albo wtedy, gdy po awangardowemu pseudonimuje doświadczenia. Głównie zbiorowe. Polskie. Tamta niedopamiętana Polska jest w jego wierszach przestrzenią, gdzie cichy tragizm narkotycznie miesza się z tandetą, lichotą. A rzeczywistość przypomina hipnotyczno-oniryczny happening jakby trochę z przedstawień Tadeusza Kantora. Zbiorowy zaś wizerunek, nakreślony piórem Craiga Raine’a, prezentuje jej mieszkańców jak przedstawicieli egzotycznych cywilizacji. Przywołując nazwiska „marsjanina” Raine’a czy – nieco później – nowojorczyka Ashbery’ego, naprowadza nas Czuku na trop swych zainteresowań, a może już fascynacji, stylistyką poezji anglosaskiej, pomieszczonej w kultowej antologii Piotra Sommera (1983) i na łamach „niebieskiego” numeru „Literatury na Świecie” (108/1986). Z tej różnorodności korespondencji i inspiracji powoli wyłania się jednolity dyskurs; wolno modeluje się wyraziste, osobne „ja”, podmiot. Lecz punkt krytyczny przekroczyła ta poezja w chwili, gdy jej autor instynktownie, spontanicznie zaczął określać swój stosunek do zmysłowo-konkretnej realności, podnosząc ją na poziom metafory, co zauważamy w wierszu Formalina; i równolegle do mitu – jak w ekstatycznym, pełnym rozmachu poemacieKsiążę Albański. Spory w tym udział miało także nadanie nowych znaczeń zaimkowi „my”. Owo „my” – historyczne, narodowe i społeczne – wzbogaciło się teraz o całkiem prywatne sensy. Jak gdyby koniecznością, tropizmem tej poezji stało się bycie międzyludzkie, intymnie miłosne, ojcowskie, którego wiersze Marka Czuku się uczą w latach dziewięćdziesiątych. Prowadzi to do uspokojenia, ustabilizowania dykcji, oddającej głos obrazom. Za to także bardzo ją lubię.

3. Jestem i będę wam wokół / skaczącego po ulicy serca. Potraktujmy poważnie tę deklarację. Bo Marek Czuku to poeta uparty.

Kaszuby, gorące lato 2006

Marek Czuku, Inny wybór wierszy, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2007.