Wojciech Kaliszewski – Miejsce w historii

Wojciech Kaliszewski

Miejsce w historii

Skromny tomik Marka Czuku zatytułowany Przechodzimy do historii zawiera 44 wiersze z lat 1998-1999. Trudno więc byłoby na tej tylko podstawie rekonstruować obraz poetyckiej wizji świata autora Ziemi otwartej do połowy. Ale nawet w tak zwięzłej prezentacji można dostrzec motywy wyznaczające krąg najważniejszych dla poety spraw i problemów. Należy do nich niewątpliwie ciągłe konfrontowanie świadomości podmiotu z wydarzeniami, z rzeczywistością zewnętrzną. To jakby dwa przeciwległe i opozycyjne wobec siebie bieguny. Bohater, obserwujący świat, próbuje dokonać samookreślenia wobec zmiennej zewnętrznej perspektywy. Tkwi niczym stały punkt w poetyckiej przestrzeni, bo poza nim wszystko zostało wprawione w ruch i powoli ulega rozkładowi. Potężna machina cywilizacyjna precyzyjnie atakuje człowieka, zmienia go w niewolnika. Ruch stanowi odwieczną siłę niszczącą, ale bywa także podstępnie kuszącym znakiem pozornego rozwoju:

Bezskutecznie staram się nadążyć
za prześcigającymi się wydarzeniami,
wrócić do paru zbożnych lektur,
być może wyjechać w góry
.

Podejmowanie decyzji, wcielanie ich w życie to także sposób na powstrzymanie procesu niszczenia osobowości. Okazuje się jednak, że są to działania pozorne. Bohater wierszy Marka Czuku ma przecież poczucie swojej „idealnej przezroczystości”. Staje się więc prawie nierozpoznawalny, anonimowy, roztapia się w zbiorowości, włącza w jej krwiobieg, uzależnia rytm swojego życia od rytmu wspólnoty. To ktoś, kto jest bardzo zmęczony i kto za wszelką cenę stara się znaleźć odrobinę wytchnienia. Pokusa „świętego spokoju” w zamian za rezygnację z prawa do samostanowienia jest wielka.
Czuku wytrwale śledzi kolejne etapy rozkładu osobowości podmiotu. Jego wiersze są jakby zapisami i śladami dramatycznych protestów przed ostatecznym roztopieniem się w nicości. Dlatego słowa z trudem układają się w logiczną i składniową całość:

Powoli tracę pamięć
(nie mogę się pogodzić);
jestem zmęczony;
nie jestem w stanie
.

Właśnie lęk przed pustką, szarością, nicością – wyrazy te często pojawiają się w wierszach – powstrzymuje i tak już bardzo nadwątlone siły podmiotu przed kapitulacją. To paradoksalne, ale podmiot broni się własną słabością, dzięki niej jeszcze nie został pokonany.
Ostatecznym i nieodwołalnym wyrokiem skazującym na nicość jest uśmiercenie Boga. Bez tego punktu odniesienia cała tradycja przez stulecia budująca antropologię i kosmologię nie ma po prostu sensu. Każda prawda może zostać wobec tego podważona i odwrócona. To dlatego nasze życie przypomina zbiorową chaotyczną gonitwę, a przestrzeń historii, do której dostajemy się mimochodem, nie gwarantuje wcale końca chaosu. Historia nie jest porządkiem, który byłby wart rezygnowania z własnego imienia i nazwiska, nie jest także wartością (skoro nie ma Boga), o którą można naprawdę toczyć istotny spór.
Przyglądając się zmaganiom podmiotu, Czuku towarzyszy mu aż do granic ostatecznego zwątpienia, do miejsca, w którym pozostaje już tylko zrezygnować z siebie i pogodzić się ze zwycięstwem śmierci. I tutaj następuje istotny zwrot – refleksja nad śmiercią pozwala dokładniej przyjrzeć się materii. Otóż jej śmierć bez uprzednich narodzin jest niemożliwa, toBóg napisał prawa, które siłą / spajają molekuły, gwiazdy i kamienie. Materia jest tylko częścią rzeczywistości. Gdyby było inaczej, świat przegrałby jeszcze przed swoim powstaniem. Śmierć musi pogodzić się ze zmartwychwstaniem:

Im nas mniej,
tym nas więcej.

Im nas mniej,
tym więcej Boga
.

W ten sposób podmiot rozpoczyna wędrówkę w przeciwną stronę, odnajduje ścieżki prowadzące do przestrzeni uporządkowanej według wartości chrześcijańskich, odkrywa siebie w sferze wolności i niezależności, redukuje (!) nicość. Teraz podmiot przestaje czuć się samotnie, jego relacje z innymi, z bliskimi, z dziećmi stają się znaczące, nabierają sensu w perspektywie przyszłości. To wyjście z zapaści polega na odbudowaniu wiary przede wszystkim w Boga, a tym samym w siebie. Tomik Marka Czuku może stanowić przykład poezji, która wyrasta z potrzeby przywrócenia człowiekowi i światu właściwych proporcji. Jednak ocalenie podmiotu nie jest możliwe tylko i wyłącznie w dziele samorealizacji, ale poprzez realizację planu duchowego. Poeta sięga przy tym do spraw najważniejszych, do granic ludzkiego doświadczenia. Z jednej strony przybliża proces dezintegracji, rozpadu i lęku przed śmiercią, z drugiej od razu wytycza prostą drogę pełną zaufania i wiary, drogę rekonstrukcji osoby. Nie ma więc w tych wierszach stanów pośrednich, nie śledzimy kolejnych etapów odzyskiwania poczucia sensu na przykład za sprawą sztuki. Być może przyjdzie jeszcze czas na bardziej szczegółowe opisanie owej drogi powrotu do siebie i prawdziwej historii.

Marek Czuku, Przechodzimy do historii : 44 wiersze z lat 1998-1999, Wydawnictwo biblioteka, Łódź 2001.

[Nowe Książki nr 5 (999) / 2002, s. 36-37]