Po przeczytaniu sześciu wierszy Marka Czuku

Zofia Kozłowska

Po przeczytaniu sześciu wierszy Marka Czuku

Pochylając się nad wierszami Marka Czuku, wydrukowanymi na łamach 38. numeru (21.09.85)Odgłosów z adnotacją „Debiut”. Co wnosi nimi młody poeta?
Sądzę, że przede wszystkim wiarę w siłę utrwalonych myśli. Słowo jest dla niego miarą wszechrzeczy, alfą i omegą; ważność jego funkcji w życiu człowieka przenika cały wiersz pod tym samym tytułem. Słowo wypowiedziane z siłą, wiarą, jak w zaklęciach ludowych ballad, spełnia się. Potęga jego ogarnia tak zjawiska codzienne: „ptaki, chmury”, „mgła, wiatr”, jak i odwieczne elementy życia: „ogień, woda, słońce”, a potem wznosi się aż w sfery metafizyczne oraz czysto ludzkie: „wieczność”, „łza” – ból, „pocałunek” – miłość. Słowo buduje, ale i niszczy:
powiedz słowo
a zabrane ci będzie
radość dom nadzieja
– jest wszechpotężne.
Trzeba więc ważyć je, liczyć się z nimi, cenić i strzec, jak skąpiec strzeże swego skarbu.
Gdy czytałam ten wiersz, przypomniała mi się wypowiedź Jana Parandowskiego, będąca pewnego rodzaju jego odpowiednikiem: Słowo to potęga. Utrwalone w piśmie, zdobywa niedającą się obliczyć ani przewidzieć władzę nad myślą i wyobraźnią ludzi, panuje nad czasem i przestrzenią. Tylko myśl pochwycona w sieć liter żyje, działa, tworzy. Wszystko inne roznosi wiatr.
Świat Marka Czuku jest częstokroć obiektem oddziaływania sił, na które „nie ma już rady”. One to niszczą wartości moralne, niepowtarzalną indywidualność jednostek (wiersz Walec), walec gniecie świat, ciebie mnie, sprowadzając je do rzędu niewolników wleczonych na postronku za walcem o złotych osiach. „Mieniące się” złoto oślepiło ludzkość, która poddała się urokowi jego blasku, a następnie jego bezdusznej władzy. Prawdę, że „pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem” poeta ukazuje w tonacji pesymistycznej. Rzeczywistość kreowana przez niego jest tragiczna. Wydaje się, że nie ma od niej odwrotu, a destrukcyjna funkcja złota jest rzeczą przesądzoną.
Nie wiadomo, jaką barwę ostatecznie przyjmą wiersze M. Czuku, ale w następnym, zaczynającym się od słów: nie zabieraj mi nocy, wprowadza swoje liryczne ja w ciemność. Staje się ona prawie jego żywiołem. Zagłębia się w nią, wtula jakby, ucieka w nią przed światem, który go nie rozumie. Pragnąłby tkwić w niej bez końca, boi się dnia i kontaktów z ludźmi:
nie krzycz na mnie
gdy zamykam się
w klatce nocy

O czym świadczy lęk? Bohater liryczny jest samotny i pławi się wprost w atmosferze odizolowania od świata, który jest, można powiedzieć, obcy jego marzeniom:
płynę po wzburzonej rzece zdarzeń
które się nie zdarzyły
które się nie wyśniły

Motyw samotności dominuje w tej miniaturze bez reszty. Być może trzeba najpierw bez ingerencji osób trzecich dobrze znieść długie godziny kontemplacji (noc jest jaśniejsza od dnia), w której dojrzewa osobowość człowieka, by móc z kolei mocno stanąć na nogi i walczyć z „walcem”, którego osie mienią się złotem. A człowiek musi dojrzeć, dorosnąć do konfrontacji ze złem sam. Ciekawe, do czego dojrzeje zapowiadający się indywidualizm młodego autora.
A że myśli o doskonaleniu siebie i otoczenia, nie ulega wątpliwości. Świadczy o tym pierwsza osoba liczby mnogiej użyta w wierszu Nauka. Rozwój człowieka, według niego, to wchłanianie różnych elementów i wartości świata wszystkimi zmysłami, całym sobą. Marek Czuku świetnie zdaje sobie sprawę, iż każdy ucząc się dla społeczeństwa, bogaci przede wszystkim siebie jako jednostkę ludzką niepowtarzalną i jedyną:
uczymy się siebie
w prywatnej krainie intymności
którą kontroluje
nieodłączny subiektywizm

Jaki charakter ma jego subiektywizm? Chociaż Marek kończy: Nemezis nauczy nas życia, jednak, nie wiążąc sześciu wydrukowanych wierszy w cykl, na ich podstawie można pokusić się o stwierdzenie, że ów subiektywizm, który charakteryzuje czytane utwory, tkwi swym rodowodem w postawie buntu przeciw dewastacji homo sapiens. Znak i Widzenie są tego przypuszczenia potwierdzeniem i najpełniejszym wyrazem.
Wysoko oceniam ten pierwszy. Jest krótki, lapidarny, niezwykle bogaty w treść, która wypełnia sześć wersów i przelewa się w dwuwersową pointę. Wiersz jest namiętny, silny w swym wyrazie, pełen buntu przeciwko złu, przewrotności i zdradzie. Gorycz tkwi w każdym wersie powiązanym strukturalnie z pierwszym: na dany znak. Biedny współczesny człowiek, niestety, w każdej chwili gotów jest na dany mu znak czynić świństwa. Końcowe „trzydzieści srebrników” nie pozostawia wątpliwości, co jest miarą wartości jednostki zdehumanizowanej. Ten motyw pieniądza w Znaku wiąże go z pierwszym z sześciu wierszy. Nasuwa się pytanie, do czego ostatecznie zdolny jest człowiek, jaka jest przed nim przyszłość w wewnętrznym widzeniu poety.
Odpowiedź na pytanie zawarte w Widzeniu jest straszna. Technika, cywilizacja to wróg uczuć, wrażliwości, zaangażowania w warstwy etyczno-moralne. Być może lęk przed astro-hiper-stereo powoduje ucieczkę w samotność, w noc, tych, którzy pragną pozostać sobą.
Ale ucieczka niczego nie rozwiąże, bo człowiek to istota społeczna, a skomputeryzowane sercebędzie nadal grozić światu. Technice, która panoszy się wszędzie i zalewa sobą świat, prawie że dusi go, trzeba przeciwstawić równie wielką wartość – żywe serce. Ono to winno kierować skomputeryzowanymi rękoma, aby wróciła harmonia życia. Tylko bowiem wartości i postawy głęboko humanistyczne są w stanie „wrócić do normy świat, który wyszedł z formy”. I o te wartości w sposób ciekawy, na pewno kontrowersyjny, ale swój własny, rozpoczyna młody poeta wstępne boje.

[Odgłosy nr 44 (1440) / 1985, s. 11]